i niewiele więcej do dodania.
nic nie piszę, bo opisywanie szczęścia ponoć przynosi pecha,
a ja za nic w świecie nie zmieniłabym tego
co teraz mam.
w grudniu byłam na Grzędzie. w krainie morfeusza. u Żółwia.
strasznie się cieszyłam na nasze spotkanie,
i nadal we mnie jest radość z tego spotkania,
że mogłyśmy posiedzieć, pogadać,
taki zwyczajny, babski wieczór.
z winem i dobrym jedzeniem.
(naprawdę mi smakowało!)
żałuję tylko, że tak mało, tak krótko.
będą inne okazje,
trzeba się tylko obronić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz